wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 66

-Hej. Jak głowa? Boli?
-Troszeczkę ale jak Cię widzę to przestaje. 
-To super, a czemu nakryłeś tylko na dwie osoby?
-Głuptasku, przecież mieszkamy tutaj we dwoje. 
-No tak, ale został u nas Liam i Zayn na noc. 
-A to nic nie wiedziałem już dostawiam talerze, a ty idź obudź naszych śpiochów. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wbiegłam po schodach na górę. Zapukałam do Zayna i go obudziłam, lecz wychodząc z pokoju znowu poczułam się strasznie słabo. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam ciemność.
OCZAMI HARREGO:
Wstałem dosyć wcześnie z lekkim bólem głowy i zrobiłem śniadanie. Kończąc już posiłek w kuchni pojawiła się moja księżniczka, która powitała mnie promiennym uśmiechem. Po chwili rozmowy okazało się , że zostali u nas na noc nasi przyjaciele. Nie ukrywam, że nie pamiętam wszystkiego z wczorajszego wieczoru. Monia poszła obudzić Zayna i Liama, a po chwili usłyszałem krzyk Zayna z góry.












-Harry! Chodź tu szybko! Monia zemdlała! Jak to usłyszałem rzuciłem wszystko i wpadłem na górę. 
-Monia Skarbie? Słyszysz mnie? Zacząłem mówić do niej, niosąc na łóżko. Po chwili odzyskała świadomość i zaczęła z nami rozmawiać. 
-Co się stało? Zapytała ze zdziwieniem w głosie.
-Zemdlałaś. Oświadczył bardzo szybko Liam. 
-A teraz jak się czujesz? Zapytałem ze zdenerwowaniem.
-Dobrze. Mogę wstać? 
-Nie ma mowy. Zaraz przyniosę Ci śniadanie, a potem jedziemy do lekarza. 
-Nie zgadzam się. Wypuść mnie. Powiedziała podniesionym głosem. 
-Skarbie, ja to robię dla Twojego dobra. 
-Wiem, ale nie przesadzajmy. To była po prostu chwila słabości, a teraz dobrze się czuję. 
-Zobaczymy co powie lekarz. 
-Nigdzie nie jadę! Chyba że pozwolisz mi zejść na dół. 
-No dobrze, ale ostrożnie. 
-Harry nie przesadzaj. Nic mi nie jest.
-Właśnie widzę. Zjesz śniadanie i jedziemy.
-No dobrze. Powiedziała niechętnie mamrocząc pod nosem. 
Po zjedzonym śniadaniu zapakowałem moja ukochaną do samochody i zawiozłem do lekarza. Po zrobieniu kilku badań lekarz zaprosił nas do środka. 
-A więc jest pani mocno osłabiona. Zaczął lekarz. 
-A czym to może być spowodowane? Zapytałem. 
-Przyczyn może być wiele, ale myślę że to jest po prostu przemęczenie. Dużo pani pracuję?
-Sporawo. Mam teraz dużo na głowie. 
-A nie może pani na jakiś czas zrezygnować z niektórych obowiązków?





-Panie doktorze niebawem będzie nasz ślub, a więc pracy jest sporo. 
-Ja rozumiem, ale czy chce pani stać przed ołtarzem czy leżeć w szpitalu?
-To jest aż tak źle? Zapytała z przerażeniem. 




-Pani serce było bardzo obciążone podczas postrzału. A więc musi pani o nie dbać. 
-Dobrze. Postaram się zastosować do pańskich zaleceń.
-Ja ją dopilnuję. Powiedziałem i pożegnałem się z doktorem. 
-A więc co najpierw robimy? Zapytała moja księżniczka.
-Jak to co?
-Mieliśmy wybrać menu i wystrój sali oraz dobrać dodatki do twojego stroju. 
-Jedziemy do domu i odpoczywamy.

-Ale Harry!

-Słyszałaś co doktor powiedział?!
-No tak, ale musimy to zrobić. 
-Jeszcze mamy czas. 
-Wcale nie! Jedziemy do sklepu wybrać dodatki dla ciebie, a potem pójdziemy na obiad do restauracji w której będzie nasze wesele i przy okazji wybierzemy menu weselne, a potem pojedziemy do domu. Okey?
-No dobrze, ale będę na ciebie uważał. 
-Jasne.
*************************************************************
Wróciłam z Haroldem do domu. Nie ukrywam jestem bardzo zmęczona, ale nie mogę powiedzieć o tym Harremu, bo nie da mi spokoju. Teraz skupię się nad przygotowaniami do ślubu, a pracę ograniczę.  Usiadłam na kanapie i otworzyłam laptopa, po czym od razu usłyszałam rozkaz Harolda: Kochanie odpocznij! 
-Ale ja własnie to robię.
-Ja to? Odłóż tego laptopa!
-Sprawdzam dokładny kalendarz moich występów i zaraz obdzwonię większość i odwołam.

















-Na pewno?
-Tak. Daj mi pół godziny, a potem jestem cała Twoja.
-No dobrze ale tylko 30 minut, a potem zabieram cie do ogrodu. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wzięłam telefon, aby wykonać parę telefonów.  Po skończonych nie miłych rozmowach skierowałam się do ogrodu gdzie czekał na mnie mój Harold. 
-Proszę siadaj kochanie. Powiedział odsuwając krzesło w stole ogrodowym. 
-Dziękuję. Sam to przygotowałeś?
-No tak. Przecież to tylko sałatka owocowa i sok pomarańczowy, ale obiecuję  że na kolacje ugotuję coś pysznego. 
-W to nie wątpię, ale ja ci w tym pomogę. 
-Wykluczone. Masz odpoczywać. 
-Ale ja nie lubię. Musze coś robić. 
-No to się przyzwyczaj. Od dzisiaj ja gotuję. 
-A chcesz, żebym umarła z głodu? Powiedziałam śmiejąc się. 
-Och skarbie. Jedz a potem do łóżka!
-A mogę na kanapę? Wolę cie obserwować jak gotujesz. Jednak jesteś najlepszym kucharzem jakiego znam, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. 
-No dobrze. 
-A czy tak się będziesz o mnie troszczył po ślubie?
-Pewnie, a nawet jeszcze bardziej. Z każdym dniem moja miłość do Ciebie rośnie i jestem o ciebie coraz bardziej zazdrosny. Troszeczkę się uspokoję gdy na twoim palcu będzie obrączka. 
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i tak jak obiecałam położyłam się w salonie i przerzucałam programy, ale jeden zaciekawił mnie bardzo, bo mówili o mnie: "Dzisiaj w godzinach popołudniowych Monika Levy polska piosenkarka odwołała większość koncertów. Nie znamy dokładnego powodu, ale możemy się domyślać że związane jest to z jej stanem zdrowia. A więc nie będę was dłużej trzymał w niepewności Monika prawdopodobnie jest w ciąży i dlatego ograniczyła pracę. Młodej mamie gratulujemy i życzymy szybkiego powrotu do pracy."
-Harry! Słyszałeś?
-Tak i?
-Oni myślą, że ja jestem w ciąży.
-No i co w tym złego? Chciał bym, abyś była w ciąży. 
-Harry nie teraz. Najpierw ślub a potem nasze życie i szkoła oraz praca.
-A potem dziecko? 
-No tak. 
-O nie. Ślub i dziecko. 
-Nie żartuj sobie ze mnie. Dzisiaj zwołuje konferencję prasową na której wyjaśnię powód mojego ograniczenia pracy.
-O nie! Nie ma mowy. Masz odpoczywać.
-Harry! Uspokój się! Zrobię tak jak powiedziałam. 
-Monika jesteś przemęczona! To zbyt duży wysiłek dla Ciebie. 
***********************************************************
Wieczorem już siedziałam przed tłumem dziennikarzy. Wśród nich byli moi przyjaciele i Harry, który był bardzo nie zadowolony z tego co zrobiłam, ale no cóż jak się okazało mogłam go posłuchać......

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 65

Wróciłem szczęśliwy do domu, ale nie zastałem Moni. Wyjąłem telefon i wybrałem numer, ale cisza nie odbiera. W pierwszej chwili pomyślałem, że po prostu jej się rozładował, a więc zostawiłem obrączki i poszedłem sprawdzić czy przypadkiem nie ma jej w Louisa w domu, ale to co zobaczyłem w środku po prostu mnie zdziwiło .  Na podłodze leżały rozwalone ciuchy, a więc zrobiłem parę kroków dalej i ujrzałem na środku salonu Monię w samej bieliźnie i grupkę ludzi koło niej. Bez wahania od razu spytałem: Kochanie co ty się dzieje? Co to są za ludzie?

























-Harry ty nie możesz tutaj być. Powiedziała zawstydzona ubierając koszulkę na ramiączka i zabrała mnie do kuchni. 
-Ale czemu? Możesz się rozbierać przed zupełnie obcymi Ci osobami, a przede mną nie? 
-Zrozum, że przymierzam różne suknie ślubne i jeżeli wybiorę tą jedyną. Przecież nie możesz zobaczyć panny młodej w sukni ślubnej przed ceremonią.
-A no dobrze, a czemu nic nie mówiłaś, że tutaj będziesz? 
-No bo Pipino uparł się żebym przymierzyła kilka.
-A kto to jest Pipinio?
-Projektant. Idz do domu. Wrócę wieczorem. 
-No dobrze. Pa.
 Nie ukrywam, że byłem troszeczkę zdenerwowany, ale wyjaśniła mi cała zaistniała sytuację i na spokojnie wróciłem do domu gdzie pod drzwiami zastałem już chłopaków. 
-Siema! Powiedziałem pierwszy.
-Cześć! Mamy coś dla Ciebie. Powiedział radośnie Zayn.
-Tak, a co?
-Kilka piwek. Powiedział Niall.
-A nie macie czegoś mocniejszego? 
-Możemy mieć. Powiedział zdziwiony Louis. 
-No to na co czekacie?
-Dobra już lecimy. Za 5 minut będę oznajmił Liam zostawiając mnie z pozostałymi chłopkami. 
Wpuściłem ich do środka i skierowałem się do kuchni po szkło.  
-Stary co się dzieje? Spytał prosto z mostu Louis. 
-Chodzi o Monię...
-Ale kłócicie się? Dopytywał się Zayn.
-Nie. Martwię się o nią. Od kilku dni wraca do domu bardzo zmęczona i nie ma na nic ochoty. Nie chce jeść.
-Nie martw się. Ma teraz dużo rzeczy na głowie. Ślub i przygotowania, a po za tym praca itd. 
-Wiem wiem, ale zrozum Liam ona jest jakaś inna. 
-A ma zawroty głowy? Spytał Niall.
-Nie. A co sugerujesz?
-Że może Monia jest w ciąży i dlatego jest taka jaka jest. 
-Zapytaj ją. Jak moja mama była w ciąży to po prostu nie dało się z nią wytrzymać na początku, a potem też nie miała na nic ochoty i tylko by spała. Dodał Louis. 
-A no może, tak być. Dzięki chłopaki za radę. 
OCZAMI MONIKI:
Spałam sobie, aż tu nagle usłyszałam pukanie do drzwi, a za nimi Pipino z dziewczynami. Rzuciłam tylko oczami na na strony i wpuściłam gości. 
-Coś się stało? Spytałam podejrzliwie.podejrzliwie. Mieliśmy się spotkać za parę dni. 
-Nie, ale uznaliśmy, że lepiej będzie jak przymierzysz suknie i zobaczymy w której wyglądasz wyjątkowo. 
-No dobrze, a więc gdzie macie suknie?
-Monia, przecież Harry nie może Cię zobaczyć w sukni. Oznajmiła Gosia.
-Chodź do nas. Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał. Poprosiłam Louisa aby wyszedł z chłopakami. Dodała Kinga. 
-No dobrze. Zamknęłam dom i poszłam do domu moich przyjaciół.  Od progu ściągnęli ze mnie większość ubrania, które rzucili nie wiem gdzie i założyli suknie, która nawet mi się tak bardzo nie podobała, ale nie chciałam robić im przykrości i przeszłam się po salonie, a potem to już wybrałam bardziej w moim stylu. Stojąc w samej bieliźnie ujrzałam Harolda, który zrobił mi mała awanturę, ale po chwili spokojnej rozmowy wrócił do domu, a ja zostałam i przymierzałam kolejne kreacje. Po około 3 godzinach udało mi się wrócić do domu. Zostałam tam cały zespół który się świetnie bawił. Nie ukrywam to trochę nie odpowiedzialne zachowanie ze strony Harolda robiąc imprezkę w połowie tygodnia, ale no cóż jesteśmy jeszcze młodzi. Kiedy się wyszalejemy jak nie teraz. Usiadłam z nimi chwilę, ale zauważyłam że skończyły im się przekąski, więc weszłam do kuchni coś przygotować. Otwierając lodówkę poczułam się jakoś słabo. Wzięłam głęboki wdech i postałam chwilę oparta o blat kuchenny. Po około jakiejś minucie poczułam się lepiej, a więc zajęłam się jedzeniem. Przygotowany posiłek zaniosłam do salonu.
-O dziękujemy Kochanie. Powiedział Harry. 
-Chcecie coś jeszcze? Zapytałam z uśmiechem.
-Nie dziękujemy. Powiedzieli razem. 
-No to ja wam nie będę przeszkadzać. Lecę na górę. 
***********************************************************************************************
Czytając książkę usłyszałam z dołu jakieś łomot. Od razu odłożyłam książkę i zbiegłam na dół. Ujrzałam chłopaków kompletnie nachlanych. Nie mieli nawet siły samemu wstać, ale kontaktowali, a więc postanowiłam ich trochę ogarnąć. Zaczęłam od mojego ukochanego. Pomogłam mu wstać i zaprowadziłam go do naszej sypialni. Nie ukrywam nie było to łatwe, ale jakoś się udało. Rzuciłam go na łóżko i zaczęłam rozbierać do spania. 
-O Monia. Nie wiedziałem że masz na mnie ochotę. Wyszeptał. 
-Nie mam. Śpij już. Przykryłam go kołdrą i zeszłam na dół. 
-Chłopaki! Który następny? 
-To może ja. Zabełgotał Louis i o dziwo się sam podniósł, lecz z tego co widzę sam by nie doszedł. Zostawiłam chłopaków w salonie, a z Louisem udałam się do jego domu gdzie czekała na niego wściekła Kinga. 

















-Louis czemu ty żeś się tak uchlał? Spytała od progu. 
-Bo bo cię kocham Kochanie. 
-No dobra chodź. Powiedziała moja przyjaciółka. 
-Poradzisz już sobie? Zapytałam.
-No pewnie. Dzięki że go odprowadziłaś. Wróciłam do domu i odprowadziłam Nialla do domu, a Zayna i Liama położyłam w pokojach gościnnych. Nie miałam już siły ich odwozić do domu. Położyłam się kolo mojego skarba bardzo wyczerpana. Rano myślałam, że wstanę pierwsza, ale się pomyliłam Harrego już nie było w łóżku. Pomyślałam pewnie kac go męczy i weszłam pod prysznic. Po odprawieniu codziennych czynności zeszłam na dół gdzie czekało na mnie pyszne śniadanko i ukochany narzeczony. 
-Witaj Skarbie. Powiedział pierwszy. 
-Hej. Jak głowa? Boli?





















-Troszeczkę ale jak Cię widzę to przestaje. 
-To super, a czemu nakryłeś tylko na dwie osoby?
-Głuptasku, przecież mieszkamy tutaj we dwoje. 
-No tak, ale został u nas Liam i Zayn na noc. 
-A to nic nie wiedziałem już dostawiam talerze, a ty idź obudź naszych śpiochów. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wbiegłam po schodach na górę. Zapukałam do Zayna i go obudziłam, lecz wychodząc z pokoju znowu poczułam się strasznie słabo. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam ciemność .........

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 64

Witam Was Kochani w Nowym Roku! Wiem, że dawno się nie pojawił żaden rozdział, ale było to spowodowane brakiem czasu i niestety weny.Chciała bym wam bardzo serdecznie podziękować za ponad 20 000 wyświetleń. 
Jesteście CUDOWNI! 
Mam nadzieje, że kolejny rozdział mojego opowiadania przypadnie wam do gustu i będziecie go chętnie komentować, a więc zapraszam do czytania. :D

-Louis ja nie mogę tego przyjąć. Powiedziałam po otworzeniu i zobaczeniu pięknego naszyjnika. 
-Nie ma żadnego sprzeciwu. I założył mi biżuterię. 
-Dziękuję ci. Ucałowałam chłopaka w policzek i zeszliśmy wspólnie na dół. Po chwili oczekiwań pojawili się pierwsi goście, którzy położyli prezenty pod choinkę i zasiedli do stołu. Poczekaliśmy jeszcze jakieś 30 minut i w drzwiach pojawiła się Kinga i Gosia. 

-Cześć wszystkim powiedziała pierwsza Kinga.
-No hej. Powiedziałam i uścisnęłam moje przyjaciółki. 
-Bardzo się cieszę że was widzę. Powiedział Louis całując Kingę. 
-Dacie nam jakieś 20 minut? My weźmiemy szybki prysznic i jesteśmy gotowe. Spytała Gosia.
-No jasne. Powiedział Harold. 
-A po za tym nie ma jeszcze wszystkich. Dodałam i skierowałam się w stronę kuchni. Doprawiając jeszcze ostatnie potrawy usłyszałam rozmowę Louisa z moim ukochanym:
"-Słuchaj zrób to w połowie kolacji.
-Na pewno? A nie na początku? Spytał Louis.
-Nie. Wyjdziesz na chwilę do kuchni wziąć kwiaty. 
-A no okey. "
Zastanowiłam się chwilę nad sensem ich rozmowy i doszłam do wniosku, że chyba on się chce jej oświadczyć, ale oczywiście nie maiłam pewności, a więc postanowiłam nic w tym kierunku nie robić niech się sam wnykarze. Goście się zeszli, a dziewczyny wyszywały, a więc zasiedliśmy do kolacji wigilijnej połączonej z malutką imprezą urodzinową Tolimsona. Siedziałam między Harrym, a Louisem i czekałam tylko na rozwiązanie zagadki. 
-Zaraz przyjdę. Powiedział mój przyjaciel siedzący obok mnie. Ja już wiedziałam, że zaraz nastąpi punkt kulminacyjny całej kolacji, ale czekałam cierpliwie. Po chwili wrócił z wielkim bukietem kwiatów, które od razu wręczył Kini. 
-Dziękuje Louis. Jesteś kochany! Powiedziała zachwycona. Już chciała go uściskać lecz szatyn ją powstrzymał. 
-Czekaj. Ja chciałem się spytać czy czy .....
-Czy co? Zapytała się moja przyjaciółka. 
-Czy zostaniesz moją żoną? Wypowiadając te słowa przyklęknął i wyciągnął pierścionek . 















-Oczywiście, że tak. Powiedziała cała w skowronkach. 
-Ale wiesz z czym to się wiąże?
-.........-Kinga nic nie powiedziała.
-Z tym że musisz się przeprowadzić do Londynu. 
-Ale teraz nie mogę mam studia. 
-Spokojnie zaczekam ten rok, a potem możesz studiować tutaj. A więc?
-Zgadzam się. I po tych słowach ucałowała teraz swojego narzeczonego. 
******************************************************************************************************
Święta minęły nam w spokojnej, a za razem wesołej atmosferze. Ja teraz coraz więcej pracuję, ale chcę tego bo po ślubie chcę z mężem ( fajnie brzmi ) wyjechać z nim na długie wakacje. Zostało jeszcze 3 miesięcy do ślubu, a ja nadal nie mam sukienki. Dlatego umówiłam się z dziewczynami na zakupy. Czekam na nie już jakieś 15 minut, ale ich nadal nie ma. Zaczęłam się już trochę denerwować. Wyciągnęłam telefon i wykonałam parę telefonów, ale żadna nie odbierała, a więc zadzwoniłam do Louisa.
-Hej. 
-Siemaneczko. Jak tam zakupy?
-Własnie nijak bo dziewczyn jeszcze nie ma. 
-Jak to nie ma?
-Nie mogę się do nich dodzwonić. Wiesz coś o tym?
-Nie, ale zaraz gdzie ty jesteś?
-No w centrum.
-A Kinga wspominała, że jedzie do domu mody. 
-Którego?
-No tego Victoria Model. 
-No dobra zaraz tam pojadę. 
Po około 20 minutach byłam na miejscu gdzie znalazłam moje zguby. Siedziały sobie spokojnie i przeglądały katalogi z sukniami ślubnymi. 
-Dziewczyny! Powiedziałam głośno. 
-Jesteś w końcu. Powiedziała Paulina. 
-A czemu mi nie powiedziałyście, że się tutaj spotykamy? 
-Jak to nie? Kinga miała Ci powiedzieć. 
-Ups zapomniałam. Przepraszam, ale ważne że jesteś. 
-A jeszcze się spytam czemu nie odbieracie telefonu?
-A bo w moim królestwie każdy wycisza telefon. Nawet ty kwiatuszku. Powiedział jakiś facet. 
-No dobrze, a pan to kto?
-Pan i twórca, a tak naprawdę projektant sukni ślubnych.
-Aha witam Monika Levy. 
-Pipino Pichioni. 
-Miło mi. Nie jest pan z Londynu. Prawda?
-Tak jestem z Meksyku. 
-O to cudownie Pipino. 
-Tak wiem, że jesteś w jakiś sposób związana z moja ojczyzną. A więc proszę usiądź i obejrzyj pokaz moich sukni.
-Dobrze. Zajęłam miejsce koło moich przyjaciółek i wpatrywałam się w projekty. Nie ukrywam że sukienki były prześliczne, ale nie mogłam się zdecydować. 
Po długich dyskusjach zabrałam projekty do domu i umówiłam się na spotkanie za parę dni, abym  mogła się zdecydować. Wróciłam do domu sama. Nie miałam jakoś nastroju przebywać z dziewczynami. Potrzebowałam chwili dla siebie. Od progu powitał mnie mój ukochany. 

-Cześć Skarbie! Zmęczona?
-Hej. Bardzo. Powiedziałam całując chłopaka w policzek. 
-No to może coś zjesz?
-Nie, dzięki. 
-No to wspólna kąpiel?
-Nie, położę się spać. Jestem na prawdę bardzo zmęczona, a jutro mam sesję i muszę być wypoczęta. 
-No dobrze, ale później Cie obudzę na kolację. 
-Okey. Odpowiedziałam i skierowałam się na górę zostawiając Harrego ze smutna miną w salonie. 
******************************************************************************************
OCZAMI HARREGO:
Czekałem grzecznie na moja ukochana w domu. Myślałem, że spędzimy popołudnie razem, ale się jednak pomyliłem. Monia wróciła bardzo zmęczona do domu i nie ukrywam trochę mi się to nie podobało. Ostatnio przez jakiś tydzień chodzi rozdrażniona i ciągle jest zmęczona. Kiedy moja przyszła zona położyła się spać opuściłem dom i udałem się do jubilera odebrać nasze obrączki. Na szczęście większość mamy ogarnięte. Zostały nam tylko drobiazgi i Moni sukienka, bo jakoś nie miała wcześniej do tego głowy. 
-Dzień dobry. Powiedziałem wchodząc do jubilera.
-Witam Pana.
-Ja chciałem odebrać..... . Sprzedawca nie pozwolił mi dokończyć. 
-Tak,tak wiem. Pan po obrączki.
-Tak. Są już ?
-Oczywiście i podał mi pudełko z obrączkami.Otworzyłem i ujrzałem śliczne złote obrączki.
 -I jak? Podobają się?
-Tak. Ile płacę?
-Wszystko już opłacone. 
-A no tak. Zapominałem.
-Spokojnie. Wy zakochani zawsze tak macie, ale na szczęście ja tu jestem i nad wszystkim czuwam. 
-Jeszcze raz dziękuję. 
***********************************************************************
Wróciłem szczęśliwy do domu, ale nie zastałem Moni. Wyjąłem telefon i wybrałem numer, ale cisza nie odbiera. W pierwszej chwili pomyślałem, że po prostu jej się rozładował, a więc zostawiłem obrączki i poszedłem sprawdzić czy przypadkiem nie ma jej w Louisa w domu, ale to co zobaczyłem w środku po prostu mnie zdziwiło ...... . 















CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 63

Kochani tak jak mówiłam mój blog ma dzisiaj pierwsze urodziny. Dziękuję wszystkim czytelnikom za to że ktoś jednak go czyta i chciała bym aby kolejny rok był także taki sam, a może i lepszy. Dlatego dedykuje ten rozdział wszystkim Wam którzy zostawiają komentarze i udzielają się w moich zagadkach. Jeszcze raz dzięki i zapraszam wszystkich do rozdziału. 
***********************************************************************************
-A kto nam zabroni mieć 4 pary? Im więcej świadków tym lepsze małżeństwo. Prawda Kochanie?
-Tak tak. Możemy porozmawiać?
-Jasne. To może chodź na górę. 
-Może usiądź! Powiedział ze złością.
-Co się stało?
-Coś ustalaliśmy. A ty to sobie zmniejszasz?
-Nie denerwuj się. Przecież nic takiego się nie stało.
-Stało. To miała być nasza wspólna decyzja. 
-Wiem, ale przecież bardzo lubisz chłopaków, a Gemma to twoja siostra, a Kate to kuzynka. To nie są osoby Ci nie znane. 
-Nie oto chodzi! Jak tak zawsze będziesz zmieniać nasze decyzje to nic nie będzie z naszego związku. 
-Co ty chcesz mi powiedzieć?
-......................
-No co teraz nie masz odwagi nic powiedzieć?
-To nie tak. 
-A jak? Zabrzmiało to jak być chciał się rozstać. 
-Monia! Ja ciebie kocham nad życie i nie chciałem żebyś tak to zrozumiała.
-Wiem. Przepraszam Cię, ale jak zobaczyłam miny Zayna i Liama to mi serce pękło. 
-Wiem. Na dobrą sprawę to się cieszę. Po tych słowach połączył nasze usta w pocałunku i mógł by on trwać i trwać, ale przerwała nam Kate. 
-Przepraszam, że przeszkadzam ale Zayn cię prosi bo podobno miałaś zaśpiewać jakąś nowa piosenkę.
-A tak już idziemy. Złapałam loczka za rękę i sprowadziłam na dół. 
Kochani tak jak obiecałam naszemu przyjacielowi zaśpiewam dzisiaj nową piosenkę pt. Save Me, którą skomponował Zayn. Dziękuję Ci przyjacielu za nią jest śliczna i mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu, a więc zaczynajmy. 
*******************************************************************************************
-O jak dobrze, że już koniec. Padam z nóg. Powiedziałam opierając się o stół w kuchni.
-Ja też się cieszę. Powiedział obejmując mnie w pasie. 
-Chodź idziemy spać. Posprzątamy później. 
-Dobra i wziął mnie na ręce. To bardzo miły gest o 5 rano. Nie ukrywam nie doszła bym chyba na górę w tych szpilkach. Harry delikatnie położył mnie na łóżko i zaczął całować. 
-Kochanie! Spać! 
-Potem pośmimy. Nie mów, że nie masz na mnie ochoty. Widzę w twoich oczach że masz.
-Mam, ale nie mam siły!
-Pierwsza noc w nowym łóżku i domu powinna być niezapomniana, a więc ....
-No dobra. Całuj!  Wplotłam swoje palce w jego włosy. Zajęczał. Wiedziałam jaką przyjemność mu tym sprawie. Ciepły dotyk dłoni ścisnął małe pośladki. Objęłam jego biodra nogami nie przestając walczyć z jego językiem. Jego ciało podwyższyło moją temperaturę, a silne uciski w okolicy pochwy alarmowały o natychmiastowej bliskości z chłopakiem. Oddech stał się szybszy na co Harry jak zawsze zareagował uśmiechem podczas pocałunku.Uwielbiałam kiedy to robi.Oddałam się chwili.Chciałam go poczuć.Lekko poprawił mnie na łóżku przygniatając swoim wyrzeźbionym ciałem doprowadzającym mnie do szału.

Napięcie i podniecenie rosło z każdą sekunda naszej bliskości, a zarazem walki.Odsłonięte ciało przed Harrym, które zakrywał jedynie materiał bielizny.Gorące usta chłopaka zatrzymywały się na całym ciele, co przyprawiało mnie o jęki rozkoszy. Ruchy ciała pod dziką fala namiętności prowokowały Stylsa do dalszej pracy.Szybko pozbyłam się ciuchów chłopaka, który zaskoczony moją szybkością i groźnymi ruchami chciał zrewanżować się zostawiając mnie całkiem nagą.
-Harry to łaskocze! Zaśmiałam się kiedy jego opuszki palców przejechały po skórze brzucha.
-Uwielbiam to! Powiedział szydersko szybko wbijając się w moje usta
Kilka chwil po namiętnej walce nasze nagie ciała przylegały do koca.Członek Loczka delikatnie ocierał o moją pochwę, która już cała mokra prosiła się o wypełnienie.
-Kochanie, proszę teraz!
Na twarzy chłopaka zagościł uśmiech, wiedząc jak będą wyglądały jego dalsze działania.
-Asss ... Syknęłam kiedy z wielka siła poczułam Harolda w sobie.
Ciało wygięło się w łuk, ale łuk przyjemności.Ruchy stawały się coraz szybsze obijając o mój czuły punkt.
-Aww Loczku..aaa-jęczałam kiedy mój narzeczony zadowolony uśmiechał się. 
-Jeszcze chwilę. Odezwał się szybko z przyśpieszonym oddechem.
-Dochodzę już! Wykrzyczałam.
-Już..powiem ci kiedy..-teraz! Krzyknął do ucha
W tym czasie rozluźniając wszystkie mięśnie, które przepełniała rozkosz wylałam wszystkie soki, które zmieszały się z oznaka podniecenia Harolda. Zmęczeni, ale usatysfakcjonowani swoją pracą opadliśmy na swoje ciała.
-Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham. Pocałował mnie w czoło i wtuleni w siebie oddaliśmy się krainie snu.


***********************************************************************************************
Dzisiaj jest wigilia, a co za tym idzie urodziny Louisa. Każdy kupił mu jakiś drobiazg, ale słyszałam jak rozmawiał przez telefon z nim Harry i mówili coś o jakiejś niespodziance. Nie wiem o co chodziło, ale ja się tego dowiem. Wigilię zorganizowaliśmy własnie u Lousa, czyli naszego sąsiada, bo już się wprowadził na stałe lecz bez Kingi ona razem z Gosią cały czas mieszkają w Polsce. Liam nadal jest z Kate, a Zayn jest sam. Troszeczkę przystopował z pracą, ale nadal nie może zapomnieć o Karolinie.  Oboje z Harrym byliśmy już gotowi do wyjścia, lecz zadzwonił telefon Harolda, który pośpiesznie został odebrany.
-Coś się stało?
-Tak. 
-Czyli?
-Samolot ma opóźnienie o jakąś godzinę. 
-Spokojnie, poczekamy. 
Zamknęliśmy dom i poszliśmy do naszego przyjaciela, który otworzył man bardzo elegancko ubrany. 
-Cześć przystojniaku! Powiedziałam na przywitanie i weszłam do środka. Jeszcze nie było nikogo, a więc od razu poleciałam do kuchni zobaczyć czy wszystko gotowe, a chłopcy doszli za moment. 
-Spróbujesz? Podał mi szatyn łyżkę.
-No pewnie. Ciekawe jak ci wyszło. 
-No nie wiem. Na pewno nie za dobrze. 
-Louis to jest pyszne. Powiedziałam oblizując łyżkę. 
-Monia to ja jadę po dziewczyny, a wy sobie pogadajcie. 
-Dobrze tylko uważaj kochanie. Po wyjściu Harrego Louis zabrał mnie do ich sypialni. 
-Jest piękna. Powiedziałam z zachwytem, ale czemu mi ja pokazujesz?
-Bo znasz Kingę jak mało kto. Spodoba się jej?
-Na pewno. Trafiłeś w jej gust. 
-To dzięki Tobie. 
-Louis nie przesadzaj. 
-Monia trzeba się cenić. To dzięki Tobie poznałem miłość swojego życia i mam najlepszą przyjaciółkę, a także sąsiadkę i mam nadzieje że też .... a nie.
-Louis to ty chciałeś powiedzieć?
-Zobaczysz dzisiaj wieczorem, ale jak jesteśmy sami chciałem ci coś dać.
-Dzisiaj jest twoje święto, a prezenty pod choinka są. 
-Ale to jest prezent z okazji naszej przyjaźni. 
Proszę i podał mi  kwadratowe pudełeczko. 















-Louis ja nie mogę tego przyjąć. Powiedziałam po otworzeniu i zobaczeniu pięknego naszyjnika. 
-Nie ma żadnego sprzeciwu. I założył mi biżuterię. 
-Dziękuję ci. Ucałowałam chłopaka w policzek i zeszliśmy wspólnie na dół. Po chwili oczekiwań pojawili się pierwsi goście, którzy położyli prezenty pod choinkę i zasiedli do stołu. Poczekaliśmy jeszcze jakieś 30 minut i w drzwiach pojawiła się Kinga i Gosia. 
***********************************************************************************************************
Kochani tak jak ostatnio zapraszam was do mojej zagadki. A więc jaka niespodziankę przygotował Louis? Piszcie w komentarzach. 
Buziaki i do następnego ;**

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 62

-Pomóc Ci?
-A chcesz?
-No jasne. Przecież to nasze wspólne gniazdko i mamy o niego dbać wspólnie.
-A może zadbamy o coś innego?
-Harry proszę cię nie teraz!
-A właśnie że teraz i wziął mnie na  ręce i zaniósł do naszej nowej sypialni. Zaczął całować moja szyję i obojczyk już schodził niżej, ale usłyszeliśmy dźwięk dzwonka na który Harold zareagował bardzo nerwowo. 
-Nie teraz!
-Harry to pewnie nasi przyjaciele. 
-Udajmy że nas nie ma.
-Kochanie tak nie wolno! Idz otwórz, a ja się trochę ogarnę. Proszę!
-Dla Ciebie wszystko, ale dokończymy wieczorem.
-Jasne. Powiedziałam poprawiając włosy. Jak się okazało wpadli do nas nasi przyjaciele. Harry oczywiście był bardzo nie zadowolony z tego faktu, ale zaprosił wszystkich grzecznie do środka.
-Napijecie się czegoś? Zapytałam witając ich w holu.
-Nie my tylko na chwilę. Możemy prawda? Zapytał niepewnie Niall trzymając za rękę Gosię.
-No jasne. Chcecie zwiedzić nasze królestwo? Powiedziałam z uśmiechem.
-Jasne. Powiedzieli razem i poszliśmy zwiedzać nasze gniazdko. Po oglądnięciu całego domu usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Kochani wiecie co was czego? Zapytał tajemniczo Louis.
-Niby co? Powiedział Harry przewracając oczami.
-Parapetówka.
-No tak. Powiedziałam troszeczkę zmieszana.
-A więc dzisiaj o 20. Zaproponował Zayn.
-No dobra. Miałem inne plany na ten wieczór, ale ….
-Ale bardzo miło spędzimy z wami czas. Dokończyłam zdanie mojego ukochanego.
Dochodziła godzina 20. Już wszystko było gotowe. Napoje kupiliśmy sami, ale jedzenie zamówiliśmy niestety. Sama bym z chęcią coś przygotowała, ale za mało czasu.
 –Skarbie?
-Tak Harry.
-Bardzo seksownie wyglądasz.
-Dziękuję ty tez niczego sobie.
-A więc?
-Nie teraz nie! Tobie tylko jedno w głowie.
-Fakt w mojej głowie tylko ty jesteś.
-A zmieniając temat. Pamiętasz, że mamy zapytać się Louisa i Kingi czy zostaną naszymi świadkami.
-No tak. Ale jesteś tego pewna?
-No jasne.
-A Gosia?
-Zrozumie. Przecież nie mogę mieć dwóch wróżb.
-A kto powiedział, że nie?
-Tradycyjnie jest jedna.
-Ale nasz ślub nie musi  być tradycyjny.
-Znasz moje zdanie na ten temat. Prawda?
-No tak, ale one są dla Ciebie jak siostry.
-A więc w takim wypadku ja będę miała 2 świadkowe, a ty 4 świadków.
-Już tak nie przesadzajmy.  Myślę że wie pary wystarczą.
-No dobrze, a więc Louis i Kinga i Gosia z Niallem tak?
-Tak. I po tej odpowiedzi usłyszeliśmy pierwszy dzwonek do drzwi, które szybko poszłam otworzyć. Jak się okazało pierwszy był Zayn.
-Witaj przystojniaku! Powiedziałam radośnie na powitanie.
-Cześć i proszę. Piękne kwiaty dla małolaty.
-Dziękuję, ale z tą małolatą to troszeczkę przesadziłeś przecież jestem od Ciebie młodsza jedynie 3 lata.
-Fakt, a wybrałaś już którąś z piosenek które dla Ciebie napisałem?
-Jasne. Wszystkie  świetne, ale jedna jest w moim stylu.
-Pewnie Save Me?
-Tak i dzisiaj ją zaśpiewam okey?
-To będzie dla mnie zaszczyt, a gdzie masz swoja drugą połówkę?
-Jestem jestem. Witaj przyjacielu. 
I tak wyglądało przywitanie większości gości. W sumie było nas około 30 osób, aż tu nagle do naszych drzwi zapukał Paul. Jak go zobaczyłam krew się we mnie zagotowało, bo pomyślałam, że znowu chce się kłócić, ale jak się okazało było zupełnie inaczej.  
-Mogę wejść? Zapytał grzecznie. Ja nic nie odpowiedziałam, ale Harry wpuścił go z trochę zmieszana miną. 
-Tylko masz się zachowywać. Dodał mój ukochany. 
Każdy był zdziwiony jego obecnością, bo wiedzieli, że on jako jedyny był przeciwny naszemu związkowi. Po upływie jakieś 15 minut Paul sciszył muzykę i poprosił o ciszę. Wszyscy byli zaskoczeni, ale nikt mu nie przerywał. 
-Słuchajcie, wiem że nie jest wam na rękę, że tutaj jestem, ale tylko chciałem wam coś powiedzieć i już mnie nie ma. Chcę przeprosić Monikę i Harrego. Ponieważ wyrządziłem im wiele zła. Starałem się ich za wszelka cenę rozdzielić, ale mi się nie udało. Teraz wiem, że to byłby wielki błąd. Oni pasują do sobie jak dwie polówki jabłka. Więc przepraszam jeszcze raz i mam nadzieje, że mi wybaczycie. Życzę wam szczęścia na nowej drodze życia.  
-Dziękujemy. Powiedzieliśmy wspólnie z Harrym i uściskaliśmy mężczyznę. Impreza dalej trwała, bez żadnych przeszkód,a więc koło północy zabraliśmy z Haroldem głos. 
-Kochani jak już wiecie niebawem jest nasz ślub, a my nie mamy nadal świadków. Powiedział Loczek.
-A więc w gronie przyjaciół chcieliśmy ich poprosić.
-Wybór był strasznie trudny. Długo się nad tym zastanawialiśmy, kogo wybrać, ale w końcu doszliśmy do porozumienia. 
-Ja miałam dużo prościej, bo moimi świadkowymi oczywiście zostaną Kinga i Gosia. Po tych słowach od razu dziewczyny mnie uścisnęły i zgodziły się bez wahania.
-Za to ja miałem bardzo trudno, bo każdy z chłopaków jest dla mnie jak brat i mam nadzieje, że się nie obrazicie, ale wybrałem Louisa i Nialla. 
Jak Harry wypowiedział dwa imiona widziałam, że troszeczkę się zrobiło smutno Zaynowi i Liamowi, więc postanowiłam ratować sytuację. 
-Kochani oczywiście żartowaliśmy. Powiedziałam radośnie, a Harry się troszeczkę zarumienił i nie wiedział o co chodzi. Objęłam go w pasie i mówiłam dalej. Oczywiście Zayn i Liam też będziecie naszymi świadkami, a razem z wami Gemma i Kate jeśli się zgodzicie oczywiście?
-No jasne, że tak. 
-A kto nam zabroni mieć 4 pary. Im więcej świadków tym lepsze małżeństwo. Prawda Kochanie?
-Tak tak. Możemy porozmawiać?
-Jasne. To może chodź na górę. 
-Może usiądź! Powiedział ze złością.
-Co się stało?
-Coś ustalaliśmy. A ty to sobie zmniejszasz?
-..................................


****************************************************************************
I jak myślicie co wydarzy się w kolejnym rozdziale? Znowu jak toś zgadnie będzie dla Niego dedykacja. Co powie Harry Moni? Liczę na wasze pomysły. Kolejny rozdział powinienem pojawić się w pierwsze urodziny bloga, a więc starajcie się rozwiązać zagadkę. Pozdrawiam i już teraz życzę Wesołych świat!  


CZYTASZ=KOMENTUJESZ


sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 61

Kochani tak jak obiecałam dzisiejszy rozdział jest ze specjalną dedykacją dla ~MidnightMajkeeel Nh i Anonima. Mam nadzieję że Wam się spodoba. 
*********************************************************************************
W drodze do szpitala ciągle zadawałem sobie pytanie czemu ona mi nic nie powiedziała?
Kocham ja nadal, ale już mam wątpliwości czy to ma sens. Jeżeli ona mi mówi mi o takich ważnych sprawach. Wszedłem trochę nie pewnym krokiem do sali i usiadłam koło łózka. Spala. Dotknąłem delikatne jej dłoni i wtedy się obudziła. Jak mnie zobaczyła najwyraziściej się przestraszyła.
-Co ty tu robisz?
-Przyleciałem. Do ciebie. Czemu mi nic nie powiedziałaś?
-Nie chciałam cie martwić. A po za tym.....
-Co się dzieje?














-Już chyba cię nie kocham. 
-........................ Oniemiałem jak to usłyszałem.
-Przepraszam Cię, ale to chyba nie ma sensu tak udawać. Nie chcę ranić ciebie dłużej. 
-Ale ja cie nadal kocham.
-To nie wystarczy. Ja cie muszę mieć przy sobie.
-No to przeprowadź się do mnie do Londynu.
-Nie chcę zostawiać rodziny. Nie jestem na to gotowa. 
-Masz kogoś? Zapytałem ze łzami w oczach.
-Nie mam. Nie potrafiła bym cię zranić przez zdradę. Mam jakieś zasady. 
-No to od razu lepiej, ale .....
-Zostaniemy przyjaciółmi?
-Wiesz że to najgorsza rzecz jaką można usłyszeć od dziewczyny?
-Wiem, ale nie chce aby popsuły się relacje między naszymi przyjaciółmi. 
-No dobrze. Ale jesteś pewna swojej decyzji?
-Tak już to przemyślałam i dlatego nie chciałam cię martwic moim wypadkiem. 
-Okey. Muszę to zaakceptować. Zdrowiej! Będę leciał. Cześć! I opuściłem salę. Nie chciałem z nimi teraz rozmawiać. Zadawali mi pytania, a ja ich nie słuchałem i wybiegłem ze szpitala. Coś we mnie pękło. Zastanawiałem się nad rozstaniem , ale nie w taki sposób. Ja ją nadal kocham, a to ze się zastanawiałem nad tym było spowodowane naszą rozłąką. Co ja mam teraz zrobić? Zadałem sobie to pytanie odpalając papierosa. 

*************************************************************************
Staliśmy pod salą i czekaliśmy na Zayna, który ku naszemu zaskoczeniu pojawił się ze skwaszona miną i nie chciał nas słuchać i uciekł. Nawet Niall chciał za nim iść, ale uznaliśmy aby teraz został sam i weszliśmy do sali naszej przyjaciółki. Wszyscy się przywitali, ale Louis jak zawsze musi wyjść przed szereg  i spytał : Co powiedziałaś Zaynowi?
-To raczej nie wasza sprawa, ale i tak się dowiecie prędzej czy później rozstaliśmy się. 
-Jak to? Zapytał bardzo zdziwiony Niall. 
-Po prostu już go nie kocham. 
-Ale.... chciał coś powiedzieć mój ukochany, lecz zamknęłam mu usta dłonią i zaproponowałam abyśmy przyszli później, bo na pewno jest Karolina bardzo zmęczona. Każdy opuścił pomieszczenie i stanął w zmieszaniu na korytarzu. Po chwili jednak Louis zabrał głos: Kinga ja nie chcę aby tak z nami było.
-Czyli jak?
-Abyśmy się rozstali. 
-Nie bój się. 
-Na pewno nic takiego nie będzie miało miejsca?
-Mogę ci przyrzec. Nie widzę za Tobą świata. 
-Słuchajcie a co z Zaynem? Zapytała Gosia.
-Nie wiem. Odpowiedział bardzo szybko Liam. 
-Myślę, że on teraz musi zostać sam i to wszystko sobie przemyśleć.Oznajmiłam. 
-Fakt, człowiek w takim momencie musi wszystko sobie poukładać. Poparł mnie mój ukochany. 
-No to co? Idziemy coś zjeść? Zaproponował Niall. 
-Jasne! Powiedzieliśmy chórkiem i pojechaliśmy do restauracji. 
**************************************************************************
Nawet nie wiem gdzie jestem. Nogi same prowadziły mnie przed siebie. Chodziłem ulicami Warszawy paląc kolejne papierosy. Nie ukrywam było mi bardzo ciężko na sercu, ale nie chciałem robić żadnych scen upijając się czy coś. To nie jest w moim stylu. Ja po prostu tłumiłem to w sobie. Niby powiedziała, że nikogo nie ma ale coś musiałem zrobić źle, że mnie jednak zostawiła. Usiadłem na murku i wspominałem najlepsze chwile naszego związku. Było ich wiele. Wyjąłem telefon i oglądałem wspólne zdjęcia, aż uzmysłowiłem sobie, że nic nie powiedziałem gdzie jestem moim przyjaciołom, a szczególnie Monice. Ona jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką gdyby nie Harry na pewno bym o nią zawalczył. Napisałem krótka wiadomość: Monia nic się nie martw. Jest wszystko okey. Wrócę rano. Zayn. Na odpowiedz nie musiałem długo czekać : Bardzo się cieszę, że napisałeś :) Mam nadzieje, ze nie zrobisz niczego głupiego. Czekam w domu. Monia :-*. Po przeczytaniu tej wiadomości zrobiło mi się od razu cieplej na sercu . Wiem że jeszcze komuś na mnie zależy.   
******************************************************************************
Wprowadziłam się już do Harolda. To będzie dzisiaj nasza pierwsza wspólna noc w nowym mieszkaniu. Nie ukrywam urządziliśmy je w moim stylu, ale Harry miał także swój udział, a szczególnie w sypialni bo wybrał chyba największe łóżko jakie było w sklepie. Ale jestem bardzo szczęśliwa z takiego obrotu sprawy. Są ze mną moi przyjaciele i już niebawem przyjaciółki, bo już za jakieś pół roku tuż po moim ślubie maja się przeprowadzić do Londynu. Będziemy sąsiadkami bo Louis i Naill kupili domy obok naszego, ale tamte nie są jeszcze wykończone. Zayn nawet dobrze sobie radzi, ale wpadł w wir pracy i ciągle coś komponuje. Nie tylko są to piosenki dla chłopaków ale i też dla innych artystów. Nawet ja dostąpiłam tego zaszczytu, i zapomniałam dodać że Liam jest z Kate nadal parą. Świetnie się dogadują i myślę ze to wszystko zmierza w stronę małżeństwa, ale nie zapeszając udałam się do salonu gdzie moja druga połówka ustawiała książki. 
-Pomóc Ci?
-A chcesz?
-No jasne. Przecież to nasze wspólne gniazdko i mamy o niego dbać wspólnie.
-A może zadbamy o coś innego?
-Harry proszę cię nie teraz!
-A właśnie że teraz i wziął mnie na  ręce ......
*******************************************************************************
I jak? Czekam z niecierpliwością na wasze opinie w komentarzach. Do następnego ;) Buziaki :*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ