wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 70

Gdy oni już stali obok mnie do kościoła wkroczyła moja piękność z moim ojcem. Uśmiechała się delikatnie spoglądając na gości siedzących w ławkach. 
Tuż po chwili stała blisko mnie, a serce zaczęło mi walić, ale nie wiedziałem czy w tym momencie ze stresu czy może z podniecenia? Stojąc koło mnie spojrzała subtelnie w moje oczy i posłała mi ciepły uśmiech po czym zaczęła się cała ceremonia ślubna. Po odmówieniu słów przysięgi nastąpił jeden z najmilszych momentów mogłem pocałować Monikę, jako moja żonę. Czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 
OCZAMI MONIKI:
Już jestem żoną Harrego. Jak cudownie się z tym czuję. Nie sadziłam, że ja pierwsza wyjdę za mąż z grona moich przyjaciółek, ale najwyraźniej było mi to pisane. Po ceremonii zaślubin staliśmy przed kościołem i przyjmowaliśmy życzenia od gości. 
-Monia wszystkiego najlepszego!
-Dziękuję Kinia. Wiesz, że ty będziesz następna?
-Może. Pomyślności. 
-Dzięki. Kolejne życzenia wyglądały dosyć podobnie, ale przy ostatnich poczułam falę gorąca. Nie wiem czym to było spowodowane, ale jakoś dziwnie się ucieszyłam chociaż nie wiedziałam do końca kto to jest. Siedząc już w samochodzie wiozącym nas do sali weselnej spytałam już mojego męża kto to.
-Kochanie?
-Tak?
-Kto to jest taki wysoki ciemny brunet, który składał nam życzenia na samym końcu?
-yyyy to jest przyjaciel rodziny.
-A dobrze. Cieszysz się?
-Takk. Po czym połączył nasze usta w pocałunku. 
Po przywitaniu nas na sali przez właścicieli nastąpił pierwszy taniec. Dla mnie to sama przyjemność, ale Harry był bardzo zdenerwowany. 
-Czym się denerwujesz?
-Wszyscy się na nas gapią.
-Ale to właśnie o to chodzi, a po za tym są tutaj sami znajomi i rodzina, więc się nie wstydź. 
-Dla Ciebie wszystko! Po chwili zaczęliśmy się ruszać w rytm wolnej muzyki, a po potem to już tańce z gośćmi i tak dalej. Po kilku piosenkach dane mi było zatańczyć z Zaynem, który był bardzo szczęśliwy. 
-Widzę że się świetnie bawisz?
-Najlepiej. A jaki ci się podoba Julia?
-Yyyyy nie miałam okazji jej poznać. Może mi ja przedstawisz?
-Jasne chodź! Po chwili byliśmy przy stoliku gdzie siedziała samotnie dziewczyna Zayna. 
-Cześć jestem Monika. Najlepsza przyjaciółka Zayna.
-Julia dziewczyna Zayna. 
-Miło poznać. 
-Mi także, ślicznie wyglądasz! 
-Dziękuję. Miło że przyjęłaś zaproszenie na ślub.
-Tak, to moja ostatnia impreza przed wyjazdem. 
-Tak słyszałam wyjeżdżacie z Zaynem na miesiąc.
-Nie na co najmniej rok.
-Słucham? Rok? 
-Tak takie mamy plany. Nic nie wiedziałaś?
-Nie Zayn nic mi nie powiedział, ale może po prostu zapomniał. 
-Ooo tutaj jesteś Kochanie. Włączył się do rozmowy mój mąż. Chodź!
-Tak już idę, a poznaj to jest Julia dziewczyna Zayna.
-My się już znamy. Odpowiedziała dziewczyna. 
-Tak Harry?
-Poznaliśmy się kiedyś przypadkiem. 
-A okey. Chodź musimy porozmawiać. Po wyjściu na zewnątrz zaczęłam rozmowę. Czy ty wiesz że oni chcą wyjechać na ponad rok?
-Nie.
-Nie możemy na to pozwolić! 
-Ale zajmiemy się tym już jutro.
-Dobrze mężu!
Wesele minęło nam bardzo szybko. Świetnie się bawiliśmy do białego rana i goście tez byli zadowoleni. Najbardziej się cieszę że teraz z powrotem mam rodziców. W prawdzie mówiąc to rodzice Hrolda, ale mnie traktują jak córkę.
Obudziłam się w objęciach Harrego, który mruczał coś przez sen. Odprawiłam poranne czynności około 13 i obudziłam moją drugą połówkę. 
-Harry wstawaj! Za 3 godziny musisz być gotowy na poprawiny.
-Wiem, wiem, ale zdążę jeszcze.... . Urwał swoje słowa i zaczął mnie namiętnie całować, co od razu przerwałam. 
-Ej co jest skarbie?
-Nie teraz.
-Właśnie że teraz. Musisz słuchać męża. 
-Nie przesadzaj. Mamy poprawiny.
-Olejmy ich i zajmijmy się sobą. 
-Harry! Będziemy mieli na to całe życie, a po za tym po jutrze wyjeżdżamy na wakacje.
-No dobrze. Powiedział ze skwaszoną miną i skierował się do łazienki. Około 16 byliśmy już na sali weselnej i witaliśmy zaproszonych gości. Nie ukrywam było to tylko, a może aż 50 osób. Samych najbliższych tylko nie wiem czemu zaprosił Harry tego Marka. Niby taka bliska rodzina a ja o nim nic jeszcze nie słyszałam, ale jestem zadowolona bo ma takie samo imię jak mój ojciec. Dawno nikogo nie spotkałam o imieniu Marek. O dziwo ja pierwsza byłam gotowa i musiałam czekać na mojego księcia z bajki. Po kilkunastu minutach pojawił się z uśmiechem na twarzy.
-Idziemy Kochanie? Zapytał wyciągając do mnie swoja dłoń.
-Tak, tak. Już po chwili staliśmy przed salą weselną i witaliśmy naszych gości. Jako ostatni pojawił się Marek, gdy go zobaczyłam poczułam falę gorąca. Pomyślałam coś jest nie tak, ale nic nie mówiłam Harremu i poszliśmy się bawić. Nie ukrywam to bardzo ciężka dla nas impreza. Nie zregenerowaliśmy się jeszcze po wczorajszym weselu a tu już kolejne tańce, ale daliśmy radę. 
********************************************************
Jesteśmy na upragnionych wakacjach w Hiszpanii. Troszeczkę ja Harrego tutaj przyciągnęłam, ale on nie protestował. 
-A widzisz jak tu jest pięknie? Spytałam popijając sok.
-Tak, ale ja jednak wolałem wyjazd do Włoch.
-Ale jesteśmy tutaj. Zdala od rodziny i przyjaciół, a więc może byś się zabrał za...?
-No za co mam się zabrać? Jesteśmy przecież na wakacjach.
-Domyśl się kotku!
-Yyyy no nie wiem ....... 














CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 69

Po 30 minutach usłyszałem dźwięk dzwonka, a więc skierowałem się w stronę drzwi, aby otworzyć, bo chłopaki byli zajęci. Otworzyłem drzwi i to co ujrzałem mnie bardzo zdziwiło. Za drzwiami stał jakiś mężczyzna z prywatnym detektywem, którego wynająłem, aby znalazł rodzinę Moni. Jak się okazało znalazł jej ojca. Wiedziałem, że jej rodzice zginęli w wypadku, a tylko Monika przeżyła, a potem zajmowali się nią dziadkowie, a konkretnie dziadek, którego bardzo kochała. 
-Witam panie Styles!
-Dzień dobry. Zapraszam do środka. I nadal zdziwiony wpuściłem mężczyzn do środka. 
-Wykonałem swoje zadanie. Znalazłem rodzinę panny Levy. 
-To cudownie. A to kto?
-Marek Dobrzański. Miło mi pana poznać. Powiedział mi nowo poznany mężczyzna. 
-Zaraz zaraz. Dobrzański? A nie Levy?
-Nie! Zmieniłem nazwisko.





-Czemu? Żeby Monika pana nie znalazła?
-trochę tak, ale miałem inne powody. 
-To ja może panów zostawię. Wyraził swoje zdanie detektyw. 










-No dobrze. Powiedziałem odprowadzając go do drzwi. 
Jeszcze raz dziękuję. Honorarium będzie miał pan jutro na koncie.
-Proszę się nie spieszyć! Wiem, że ma pan dzisiaj ślub, a więc proszę uregulować należność w ciągu tygodnia. 
-No dobrze. 
-A bym zapomniał. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. 
-Jeszcze raz dziękuję. Wróciłem do salonu gdzie czekał na mnie niby ''mój teść". Nie wiedziałem o co mam się go zapytać, a więc usiadłem bez słowa i czekałem na jego wypowiedz. Po chwili ciszy w końcu wykrztusił parę słów. 
-To ty zostaniesz mężem mojej córki?
-Tak dzisiaj oficjalnie Monika zostanie moja żona. 
-To świetnie. Mam nadzieje, ze się nią zaopiekujesz.
-Na pewno lepiej niż pan! Czemu pan ja opuścił i udawał, że nie żyje?
-To długa historia. 
-Proszę mówić! Mam jeszcze 5 godzin do ślubu, a więc godzinę mogę poświecić panu. 
-No dobrze. To był piękny dzień. Jechaliśmy na wycieczkę za miasto. Ja prowadziłem, a z boku siedziała moja zona, a z tyłu dzieci. 
-I co było dalej?
-Wszystko było dobrze do momentu w którym nie wyjechał z prawej strony bus. Kierowca wtargnął na drogę na czerwonym świetle i prosto w nas uderzył/.
-I tylko Monika i pan przeżyliście?
-Ona była taka malutka, a ja nie potrafiłem się nią zając. Nie mogłem się pogodzić ze strata czwórki najbliższych mi osób. Wpadłem w depresję i wyjechałem z Polski, a Monisią zajęli się dziadkowie. 
-Zaraz jak to czwórki?
-Magda moja zona była w ciąży. To miały być bliźniaki. Rodzina jeszcze nic o tym nie wiedziała. Chcieliśmy im o tym powiedzieć już w kolejna niedzielę po wypadku, bo wypadała akurat rocznica naszego ślubu. 
-Współczuję, ale była jeszcze pańska córka. Nie interesował pana jej los?

















-Codziennie o niej myślałem. Tylko moja mama wiedziała o moim istnieniu i wysyłała mi zdjęcia, ale gdy zmarła jakieś 15 lat temu kontakt się urwał. 

-Nie potrafię zrozumieć takiego postępowania. 
-Wiem, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale wiem jedno, że nie chcę jej popsuć najważniejszego dnia w jej życiu. 
-Co pan zamierza? Spytałem.
-Chcę ja tylko zobaczyć. 
-A nie powie pan jej prawdy?
-Po co? I tak mnie znienawidzi.
-Ja nie będę ukrywać przed moja zona prawdy. Dzisiaj jej tego nie powiem. Poinformuje ją o tym kilka dni po ślubie. Zgadza sie pan?
-Czemu nie? I tak nie mam nic do stracenia. 
-Dzisiaj będzie pan jako gość na naszym weselu. 
-Nie ja nie mogę. 
-Może pan!
-A co na to Monika?
-Powiem jej, że jest pan przyjacielem mojej rodziny. 
-No dobrze, ale mów mi Marek.
-Okey, ja jestem Harry. 
-Bardzo się cieszę, że mnie odnalazłeś Harry. 
Myślę, że zrobiłem dobrze zapraszając go na ślub. Przecież to ojciec Moniki. Nie mieli ze sobą kontaktu, ale jeśli się znalazł i to w dzień naszego ślubu to czemu nie? To musi być dobry znak. Pomyślałem i zabrałem się do szykowania się do ślubu. 
OCZAMI MONIKI:
Jestem już gotowa. Suknia leży na mnie idealnie. 
-Wyglądasz jak księżniczka. 
-Dziękuję Kinia. Za to że jesteście i ogólnie za wszystko.
-Za ile wyjeżdżamy? Spytała radośnie Gosia wtrącając się do rozmowy.
-Za 5 minut. Powiedziała już gotowa Gemma. 
-Ale limuzyna już stoi! Oznajmiła moja przyjaciółka.
-A więc chodźmy. Powiedziałam i wzięłam bukiet w dłonie.
Kościół był dosyć blisko, bo jakieś 15 km, ale droga strasznie mi się dłużyła. Po zajechaniu na miejsce drzwi otworzył nam kierowca i zaczęły po kolei wysiadać moje druhny, a na końcu ja. Do ołtarza poprowadzi mnie ojciec Harrego. Nie ukrywam, że wolała bym aby to mój tata towarzyszył mi, ale cóż on nie żyje. Harold czekał na mnie już przed ołtarzem, a ja witałam się z naszymi świadkami. 
-Cześć chłopaki!
-Ślicznie wyglądasz!
-Dziękuję Loui. Wszystko gotowe?
-Tak Księżniczko. Dodał Zayn.
-A gdzie twoja dziewczyna? Zapytałam pospiesznie.
-Czeka w kościele.
-Okey. Później ja poznam. 
-Mogę prosić?
-Oczywiście. Powiedziałam z uśmiechem i wzięłam pod rękę mojego przyszłego teścia. 
OCZAMI HARREGO:
Czekałem cały zestresowany przed ołtarzem. Już nie mogłem się doczekać kiedy zobaczę Monikę. 
Organista zaczął grać, a więc zaraz powinienem ją zobaczyć, lecz jako pierwsi pojawili się Kinga z Louisem, potem Gosia z Niallem, a następnie Zayn z Gemmą, a tuz za nimi Liam z Kate. 

Gdy oni już stali obok mnie do kościoła wkroczyła moja piękność z moim ojcem. Uśmiechała się delikatnie spoglądając na gości siedzących w ławkach. Tuż po chwili stała blisko mnie, a serce zaczęło mi walić, ale nie wiedziałem czy w tym momencie ze stresu czy może z podniecenia?

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 68

-Dzięki Monika.
-Nie ma za co. Wiesz że Cię Kocham jak brata i Ci zawsze pomogę? Wiesz?
-Wiem, wiem ale jestem bardzo zdenerwowany. 
-Nie ma czym. Lepiej mi trochę o niej opowiedz. 
-Nie mam czasu. 
-A no dobrze. Lepiej żebyś się nie spóźnił. Wyglądasz świetnie.
-Dzięki. 
-No to teraz tylko kwiaty i gotowy.
-Kupie po drodze. Pa.
-Trzymam kciuki. Pa. 
Pożegnałam się z nim i pojechałam do domu. 
-Skarbie zobacz!
-Co to? Podsunął mi jakaś gazetę. 
-Zayn ze swoją dziewczyną.
-Nie żartuj. To jeszcze nie jest jego dziewczyna.
-A zobacz co tutaj jest napisane. 
-Harry daj spokój nie wiesz jakie głupoty piszą w gazetach?
-Wiem, ale to podobno jest prawda.
-Właśnie podobno.




-A więc słuchaj: ''Zayn Malik ma nową dziewczynę, która udzieliła nam skromnego wywiadu. Nowa wybranka członka 1D nazywa się Julia Roms i jest podróżnikiem. Kobieta wyznała nam w sekrecie, że planuje wyjazd ze swoim nowym chłopakiem do okola świata''.
-Pokaż to! Mój ukochany podał mi gazetę w której faktycznie było to napisane, a dodatkowo było ich wspólne zdjęcie. Niewiarygodne pomyślałam. 
Jeszcze nam jej nie przedstawił, a już gazety o nich piszą? Pomyślałam i skierowałam się bez słowa do kuchni, aby przyrządzić coś pysznego. Cały czas  myślałam o moim przyjacielu, miałam ochotę z nim porozmawiać, ale nie chciałam mu przeszkadzać w spotkaniu. Cały dzień spędziłam z moja drugą połówka, a wieczorem wpadli do nas nasi przyjaciele, ale bez Zayna. 
-Czytaliście? Zapytał się ich Loczek.
-Tak. Ale to raczej nie prawda. Powiedział Liam.
-A jeśli? Spytała Kinga.
-Co wtedy będzie z waszym zespołem? Dopytywała się Gosia.
-Ej nie szalejmy! Zayna jak przyjdzie to nam wszystko wyjaśni. Oznajmił Niall zajadając kanapkę. 
-Masz rację. Powiedziałam i poczęstowałam wszystkich herbatą. Po upływie jakiejś godziny pojawił się Zayn.
-Cześć wszystkim! Powiedział radośnie, ale nikt mu prawie nie odpowiedział z takim optymizmem jaki on miał. 
-Co jest? Spytał od razu. 
-Sam zobacz! Powiedział Harry podając gazetę.
-A więc już wiecie. Powiedział bardzo szybko.
-Ale to prawda? Powiedz że nie! Oznajmił Louis. 
-Tak to prawda. Po waszym ślubie wyjeżdżam z Julią. 
-Jak to? Spytała Kinga.
-Zwyczajnie. Powiedział zadowolony. Każdy zaczął się na niego wydzierać, a ja przerwałam całą kłótnie i zabrałam go do pokoju, aby spokojnie porozmawiać. 
-Zayn wiem, że czujesz się samotny w naszym towarzystwie, bo każdy ma przy sobie drugą połówkę, ale to nie znaczy że możesz sobie tak wyjechać.
-Monia ale....
-Nie przerywaj mi! Nie wyobrażam sobie zespołu bez Ciebie i codziennych Twoich wizyt u mnie. Jesteś dla mnie jak brat i chcę dla ciebie jak najlepiej, ale to nie oznacza ze możesz sobie tak po prostu wyjechać.
-Monia, ale ja nie lecę na koniec świata. 
-No tak. Tylko w koło. Pomyślałeś o chłopakach?
-Cały czas o nich myślę, ale oni mają was, a ja?
-Znajdziesz jeszcze jakaś dziewczynę, która będzie z tobą na miejscu. 
-Ja kocham Julię, a ona mnie i chcę z nią być. 
-Nie spiesz się tak. Przedstaw ją nam. 
-Poznacie ją na twoim ślubie.
-Okey, czyli już za tydzień, a co dalej?
-Wy pojedziecie z Harrym w podróż poślubną, a ja na długie wakacje. 
-Okey, a zespół?
-Nie zostawiam go na razie.
-Jak to na razie?
-Wszyscy teraz mamy urlop, a potem to się zobaczy.
-Okey, tylko nie mów im tego teraz że wahasz się odejść z zespołu okey?
-No dobra. Chodź. 
 TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
Wczoraj dosyć wcześnie poszłam spać, aby dzisiaj nie mieć żadnych znaków niedospania, bo przecież dzisiaj mój ślub. Dzień na który czekałam dosyć długo, ale w końcu 6.06.2015r.. Od razu w moim domu pojawiła się Kinga z dziewczynami, aby zabrać mnie do kosmetyczki i fryzjera. 
-Hejka! Powiedziały razem.
-Cześć dziewczyny. 
-Jak tam panna młoda wyspana? 
-Tak, a moje najlepsze druhny?
-Także.
-No to super. To lecimy się szykować? 
-TAkkkkkkkkkk.
Siedząc na fotelu nie mogłam się skupić na niczym innym tylko na popołudniowej ceremonii. Większość gości z Polski już wczoraj przyleciała i śpią w hotelach, a więc wszystko zgodnie z planem. Po upływie kilku godzin paznokcie i piękna fryzura była gotowa, a więc pojechaliśmy do mnie do domu, aby się już przebrać w suknie.  
OCZAMI HAREGO:
Boże to już dzisiaj. Monia będzie moją żoną. Jakie to fajne uczucie. Chciałbym już ją zobaczyć, ale nie wolno mi, bo to podobno przynosi pecha. Dzisiaj nocowałem u Louisa, który ciągle jeszcze spał, jak to on, ale chłopaki go obudzili. -Louis! Wstawaj!
-A która godzina? Zapytał zaspany.















-Już 16;30.
-Co! Za 30 minut ślub. I od razu poderwał się bez wahania, lecz po chwili uświadomił sobie, że to tylko żart bo ujrzał nas się śmiejących w niebo głosy. 
-Ale śmieszne! Powiedział rozżalony i poszedł pod prysznic. Po kilku godzinach gadania zacząłem się szykować, a chłopaki mi pomagali oprócz Zayna, który pojechał po swoja dziewczynę. Po 30 minutach usłyszałem dźwięk dzwonka, a więc skierowałem się w stronę drzwi, aby otworzyć, bo chłopaki byli zajęci. Otworzyłem drzwi i to co ujrzałem mnie bardzo zdziwiło ...... 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


piątek, 20 marca 2015

Rozdział 67

Wieczorem już siedziałam przed tłumem dziennikarzy. Wśród nich byli moi przyjaciele i Harry, który był bardzo nie zadowolony z tego co zrobiłam, ale no cóż jak się okazało mogłam go posłuchać. Podczas konferencji po prostu robiło mi się słabo i znowu zemdlałam. Obudziłam  się już w domu. Nie mam pojęcia co Harry powiedział dziennikarzom, ale wiem jedno, że muszę o siebie zadbać bo jak tak dalej pójdzie to nie zostanę panią Styles. Wstałam i ubrałam się w jakieś ubrania i zeszłam na dół. Myślałam, że tam znajdę Harrego, ale się pomyliłam bo po nim tylko została kartka: Monia jeśli czytasz tą kartkę to znaczy, że już nie spisz i masz położyć się do łóżka. O 10 przyjdzie Zayn i się Tobą zajmie a ja będę wieczorem. Buziaki ;*
Zrobiłam co kazał. Nie czułam się zbyt dobrze, po jakiejś chwili pojawił się Zayn, który zrobił mi śniadanie i zagadywał. 
-Zayn jesteś bardzo miły, ale nie musisz tutaj przy mnie siedzieć! Możesz iść do domu.
-Monia nie ma mowy coś obiecałem Harremu i słowa dotrzymam, a po za tym to co ja tam będę robił? 
-Nie wiem to już twoja gestia. 
-Monia od kąt rozstałem się z Karoliną moje życie straciło sens. Nie mam po co żyć. 
-Ale Zayn nie mów tak!
-Monia przy życiu trzymacie mnie tylko wy i zespół.
-Nie przesadzaj masz rodzinę. 
-Niby tak, ale oni mnie nie wspierają.
-A kiedy się z nimi ostatni raz widziałeś?
-Dawno.
-Właśnie, a więc nadrób to. Pojedz spędź z nimi trochę czasu. 
-To nawet dobry pomysł. 
-Najlepszy. No to kiedy jedziesz?
-Jutro.
-Nie marnuj czasu. Dzisiaj i to postanowione. 
-Ale .....
-Nie ma żadnego ale. Ja się prześpię, a ty jedz spokojnie jak coś to dzwon do mnie. Okey?
















-No dobra. Dzięki Monia jesteś kochana. Nie wiem co bez Ciebie bym zrobił. Po tych słowach brunet mocno mnie uściskał i pocałował, aż sama się zdziwiłam ale no cóż jakoś musiał mi się odwdzięczyć. Ja grzecznie poszłam spać, a brunet pojechał do rodziny. Obudziłam się około godziny 14:30 a na dole usłyszałam śmiechy moich przyjaciół, troszeczkę się ogarnęłam i zeszłam do nich. Oni bardzo zdziwieni ucichli i patrzyli na mnie z niedowierzaniem po czym zapytałam :-Ej co się dzieje?




















-Monia! Ty krwawisz! Odpowiedział pierwszy Louis. 
-Ale ja to? Zapytałam bez myśli po czym szybko mnie posadzili na sofie i dali chusteczki, aby powstrzymać krwotok z nosa. 
-Monia wszystko w porządku? Zapytał Kinga.
-Tak.
-A ten krwotok z nosa? 
-Nie wiem. Nic nawet nie poczułam, ale pojadę dzisiaj do lekarza i zobaczymy co powie okey?
-No pewnie. Już dzwonie po Harrego.
-Nie Louis! Nie dzwoń! On załatwia sprawy związane z naszym ślubem, a więc niech to załatwi, a wy pojedziecie ze mną. Przecież to nic poważnego. 
-No dobrze. 
PO MIESIĄCU:
Już najgorsze za mną. Przez ten ostatni miesiąc siedziałam cały czas w domu, a mój lekarz powiedział że już jest wszystko dobrze. Nie ukrywam kamień spadł mi z serca, bo dłużej bym już chyba nie wytrzymała. Wszyscy na zmianę się mną opiekowali. Ale to już jest nie potrzebne. Za 2 tygodnie mój ślub już nie mogę się doczekać tego dnia, bo Harry to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała w życiu. Zayn wyszedł na prostą już nie rozmyśla o Karolinie i nawet dzisiaj ma mieć randkę. Nie ukrywam że trzymam za niego kciuki, aby mu się udało, bo każdy z nas ma kogoś do kogo może się przytulic a on? Jest sam. Często bywa z nami, ale to nie to samo. 
-Skarbie?
-Tak Harry?
-O czym tak myślisz? Bo raczej nie o mnie prawda?
-Tak prawda.
-A więc? Nie trzymaj mnie dłużej w niepewności?
-O Zaynie.
-On jako jedyny nie potwierdził czy przyjdzie na ślub z osoba towarzyszącą czy sam.
-Tak to też. 
-No to co się z nim dzieje? 
-Nieważne.
-No dobra, ale wiesz że i tak mi powiesz.
-Jak będzie na to czas to Ci powiem.
-No dobra, a wiesz że na wesele przyjedzie jeszcze ktoś o kim nie wiesz?
-A kogo zaprosiłeś? Nasze wesele miało być kameralne na 80-100 osób, a na ile wyszło? 
-No na jakieś 200.
-No właśnie, a więc kto to?
-Na pewno się ucieszysz.
-Harry! Nie drocz się ze mną tylko mów!
-Paweł.
-Serio? Przyjedzie?
-Tak.
-Ale go nie lubisz...
-Ale jeśli tobie to sprawi przyjemność to czemu nie?
-Dziękuję jesteś Kochany, a teraz lecę.
-Gdzie? 
-Umówiłam się z Malikiem.
-Okey weź samochód.
















-Dzięki. Wrócę za jakieś 3-4 godzinki. 
-Baw się dobrze. 
Pojechałam do mieszkania bruneta, aby pomóc mu się wyszykować na randkę. Nie wiem co to za dziewczyna, ale na pewno jest wyjątkowa. Po jakiejś godzinie dobraliśmy strój i ułożyliśmy włosy, a przy czym jeszcze zdążyliśmy pogadać.
 -Dzięki Monika.
-Nie ma za co. Wiesz że Cię Kocham jak brata i Ci zawsze pomogę? Wiesz?
-Wiem, wiem ale jestem bardzo zdenerwowany. 
-Nie ma czym. Lepiej mi trochę o niej opowiedz. 
-Nie mam czasu. 
-A no dobrze. Lepiej żebyś się nie spóźnił. Wyglądasz świetnie.
-Dzięki. 
-No to teraz tylko kwiaty i gotowy.
-Kupie po drodze. Pa.
-Trzymam kciuki. Pa. 
Pożegnałam się z nim i pojechałam do domu. 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Kochani wiem, że dawno mnie nie było, ale miałam pewnie problemy ze zdrowiem i tym się musiałam zając. Mam nadzieje że nie zapomnieliście o Moim blogu i będziecie komentować. Będę bardzo wdzięczna, bo pod ostatnim rozdziałem nie jest zbyt dużo komentarzy. Proszę was wyraźcie swoje zdanie czy się podoba czy nie. To nie jest wiele, a dla mnie bardzo ważne bo wiem co oczekujecie od mojego bloga. 
Pozdrawiam :D

KOMENTUJ! 

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 66

-Hej. Jak głowa? Boli?
-Troszeczkę ale jak Cię widzę to przestaje. 
-To super, a czemu nakryłeś tylko na dwie osoby?
-Głuptasku, przecież mieszkamy tutaj we dwoje. 
-No tak, ale został u nas Liam i Zayn na noc. 
-A to nic nie wiedziałem już dostawiam talerze, a ty idź obudź naszych śpiochów. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wbiegłam po schodach na górę. Zapukałam do Zayna i go obudziłam, lecz wychodząc z pokoju znowu poczułam się strasznie słabo. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam ciemność.
OCZAMI HARREGO:
Wstałem dosyć wcześnie z lekkim bólem głowy i zrobiłem śniadanie. Kończąc już posiłek w kuchni pojawiła się moja księżniczka, która powitała mnie promiennym uśmiechem. Po chwili rozmowy okazało się , że zostali u nas na noc nasi przyjaciele. Nie ukrywam, że nie pamiętam wszystkiego z wczorajszego wieczoru. Monia poszła obudzić Zayna i Liama, a po chwili usłyszałem krzyk Zayna z góry.












-Harry! Chodź tu szybko! Monia zemdlała! Jak to usłyszałem rzuciłem wszystko i wpadłem na górę. 
-Monia Skarbie? Słyszysz mnie? Zacząłem mówić do niej, niosąc na łóżko. Po chwili odzyskała świadomość i zaczęła z nami rozmawiać. 
-Co się stało? Zapytała ze zdziwieniem w głosie.
-Zemdlałaś. Oświadczył bardzo szybko Liam. 
-A teraz jak się czujesz? Zapytałem ze zdenerwowaniem.
-Dobrze. Mogę wstać? 
-Nie ma mowy. Zaraz przyniosę Ci śniadanie, a potem jedziemy do lekarza. 
-Nie zgadzam się. Wypuść mnie. Powiedziała podniesionym głosem. 
-Skarbie, ja to robię dla Twojego dobra. 
-Wiem, ale nie przesadzajmy. To była po prostu chwila słabości, a teraz dobrze się czuję. 
-Zobaczymy co powie lekarz. 
-Nigdzie nie jadę! Chyba że pozwolisz mi zejść na dół. 
-No dobrze, ale ostrożnie. 
-Harry nie przesadzaj. Nic mi nie jest.
-Właśnie widzę. Zjesz śniadanie i jedziemy.
-No dobrze. Powiedziała niechętnie mamrocząc pod nosem. 
Po zjedzonym śniadaniu zapakowałem moja ukochaną do samochody i zawiozłem do lekarza. Po zrobieniu kilku badań lekarz zaprosił nas do środka. 
-A więc jest pani mocno osłabiona. Zaczął lekarz. 
-A czym to może być spowodowane? Zapytałem. 
-Przyczyn może być wiele, ale myślę że to jest po prostu przemęczenie. Dużo pani pracuję?
-Sporawo. Mam teraz dużo na głowie. 
-A nie może pani na jakiś czas zrezygnować z niektórych obowiązków?





-Panie doktorze niebawem będzie nasz ślub, a więc pracy jest sporo. 
-Ja rozumiem, ale czy chce pani stać przed ołtarzem czy leżeć w szpitalu?
-To jest aż tak źle? Zapytała z przerażeniem. 




-Pani serce było bardzo obciążone podczas postrzału. A więc musi pani o nie dbać. 
-Dobrze. Postaram się zastosować do pańskich zaleceń.
-Ja ją dopilnuję. Powiedziałem i pożegnałem się z doktorem. 
-A więc co najpierw robimy? Zapytała moja księżniczka.
-Jak to co?
-Mieliśmy wybrać menu i wystrój sali oraz dobrać dodatki do twojego stroju. 
-Jedziemy do domu i odpoczywamy.

-Ale Harry!

-Słyszałaś co doktor powiedział?!
-No tak, ale musimy to zrobić. 
-Jeszcze mamy czas. 
-Wcale nie! Jedziemy do sklepu wybrać dodatki dla ciebie, a potem pójdziemy na obiad do restauracji w której będzie nasze wesele i przy okazji wybierzemy menu weselne, a potem pojedziemy do domu. Okey?
-No dobrze, ale będę na ciebie uważał. 
-Jasne.
*************************************************************
Wróciłam z Haroldem do domu. Nie ukrywam jestem bardzo zmęczona, ale nie mogę powiedzieć o tym Harremu, bo nie da mi spokoju. Teraz skupię się nad przygotowaniami do ślubu, a pracę ograniczę.  Usiadłam na kanapie i otworzyłam laptopa, po czym od razu usłyszałam rozkaz Harolda: Kochanie odpocznij! 
-Ale ja własnie to robię.
-Ja to? Odłóż tego laptopa!
-Sprawdzam dokładny kalendarz moich występów i zaraz obdzwonię większość i odwołam.

















-Na pewno?
-Tak. Daj mi pół godziny, a potem jestem cała Twoja.
-No dobrze ale tylko 30 minut, a potem zabieram cie do ogrodu. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wzięłam telefon, aby wykonać parę telefonów.  Po skończonych nie miłych rozmowach skierowałam się do ogrodu gdzie czekał na mnie mój Harold. 
-Proszę siadaj kochanie. Powiedział odsuwając krzesło w stole ogrodowym. 
-Dziękuję. Sam to przygotowałeś?
-No tak. Przecież to tylko sałatka owocowa i sok pomarańczowy, ale obiecuję  że na kolacje ugotuję coś pysznego. 
-W to nie wątpię, ale ja ci w tym pomogę. 
-Wykluczone. Masz odpoczywać. 
-Ale ja nie lubię. Musze coś robić. 
-No to się przyzwyczaj. Od dzisiaj ja gotuję. 
-A chcesz, żebym umarła z głodu? Powiedziałam śmiejąc się. 
-Och skarbie. Jedz a potem do łóżka!
-A mogę na kanapę? Wolę cie obserwować jak gotujesz. Jednak jesteś najlepszym kucharzem jakiego znam, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. 
-No dobrze. 
-A czy tak się będziesz o mnie troszczył po ślubie?
-Pewnie, a nawet jeszcze bardziej. Z każdym dniem moja miłość do Ciebie rośnie i jestem o ciebie coraz bardziej zazdrosny. Troszeczkę się uspokoję gdy na twoim palcu będzie obrączka. 
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i tak jak obiecałam położyłam się w salonie i przerzucałam programy, ale jeden zaciekawił mnie bardzo, bo mówili o mnie: "Dzisiaj w godzinach popołudniowych Monika Levy polska piosenkarka odwołała większość koncertów. Nie znamy dokładnego powodu, ale możemy się domyślać że związane jest to z jej stanem zdrowia. A więc nie będę was dłużej trzymał w niepewności Monika prawdopodobnie jest w ciąży i dlatego ograniczyła pracę. Młodej mamie gratulujemy i życzymy szybkiego powrotu do pracy."
-Harry! Słyszałeś?
-Tak i?
-Oni myślą, że ja jestem w ciąży.
-No i co w tym złego? Chciał bym, abyś była w ciąży. 
-Harry nie teraz. Najpierw ślub a potem nasze życie i szkoła oraz praca.
-A potem dziecko? 
-No tak. 
-O nie. Ślub i dziecko. 
-Nie żartuj sobie ze mnie. Dzisiaj zwołuje konferencję prasową na której wyjaśnię powód mojego ograniczenia pracy.
-O nie! Nie ma mowy. Masz odpoczywać.
-Harry! Uspokój się! Zrobię tak jak powiedziałam. 
-Monika jesteś przemęczona! To zbyt duży wysiłek dla Ciebie. 
***********************************************************
Wieczorem już siedziałam przed tłumem dziennikarzy. Wśród nich byli moi przyjaciele i Harry, który był bardzo nie zadowolony z tego co zrobiłam, ale no cóż jak się okazało mogłam go posłuchać......

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 65

Wróciłem szczęśliwy do domu, ale nie zastałem Moni. Wyjąłem telefon i wybrałem numer, ale cisza nie odbiera. W pierwszej chwili pomyślałem, że po prostu jej się rozładował, a więc zostawiłem obrączki i poszedłem sprawdzić czy przypadkiem nie ma jej w Louisa w domu, ale to co zobaczyłem w środku po prostu mnie zdziwiło .  Na podłodze leżały rozwalone ciuchy, a więc zrobiłem parę kroków dalej i ujrzałem na środku salonu Monię w samej bieliźnie i grupkę ludzi koło niej. Bez wahania od razu spytałem: Kochanie co ty się dzieje? Co to są za ludzie?

























-Harry ty nie możesz tutaj być. Powiedziała zawstydzona ubierając koszulkę na ramiączka i zabrała mnie do kuchni. 
-Ale czemu? Możesz się rozbierać przed zupełnie obcymi Ci osobami, a przede mną nie? 
-Zrozum, że przymierzam różne suknie ślubne i jeżeli wybiorę tą jedyną. Przecież nie możesz zobaczyć panny młodej w sukni ślubnej przed ceremonią.
-A no dobrze, a czemu nic nie mówiłaś, że tutaj będziesz? 
-No bo Pipino uparł się żebym przymierzyła kilka.
-A kto to jest Pipinio?
-Projektant. Idz do domu. Wrócę wieczorem. 
-No dobrze. Pa.
 Nie ukrywam, że byłem troszeczkę zdenerwowany, ale wyjaśniła mi cała zaistniała sytuację i na spokojnie wróciłem do domu gdzie pod drzwiami zastałem już chłopaków. 
-Siema! Powiedziałem pierwszy.
-Cześć! Mamy coś dla Ciebie. Powiedział radośnie Zayn.
-Tak, a co?
-Kilka piwek. Powiedział Niall.
-A nie macie czegoś mocniejszego? 
-Możemy mieć. Powiedział zdziwiony Louis. 
-No to na co czekacie?
-Dobra już lecimy. Za 5 minut będę oznajmił Liam zostawiając mnie z pozostałymi chłopkami. 
Wpuściłem ich do środka i skierowałem się do kuchni po szkło.  
-Stary co się dzieje? Spytał prosto z mostu Louis. 
-Chodzi o Monię...
-Ale kłócicie się? Dopytywał się Zayn.
-Nie. Martwię się o nią. Od kilku dni wraca do domu bardzo zmęczona i nie ma na nic ochoty. Nie chce jeść.
-Nie martw się. Ma teraz dużo rzeczy na głowie. Ślub i przygotowania, a po za tym praca itd. 
-Wiem wiem, ale zrozum Liam ona jest jakaś inna. 
-A ma zawroty głowy? Spytał Niall.
-Nie. A co sugerujesz?
-Że może Monia jest w ciąży i dlatego jest taka jaka jest. 
-Zapytaj ją. Jak moja mama była w ciąży to po prostu nie dało się z nią wytrzymać na początku, a potem też nie miała na nic ochoty i tylko by spała. Dodał Louis. 
-A no może, tak być. Dzięki chłopaki za radę. 
OCZAMI MONIKI:
Spałam sobie, aż tu nagle usłyszałam pukanie do drzwi, a za nimi Pipino z dziewczynami. Rzuciłam tylko oczami na na strony i wpuściłam gości. 
-Coś się stało? Spytałam podejrzliwie.podejrzliwie. Mieliśmy się spotkać za parę dni. 
-Nie, ale uznaliśmy, że lepiej będzie jak przymierzysz suknie i zobaczymy w której wyglądasz wyjątkowo. 
-No dobrze, a więc gdzie macie suknie?
-Monia, przecież Harry nie może Cię zobaczyć w sukni. Oznajmiła Gosia.
-Chodź do nas. Tam nikt nie będzie nam przeszkadzał. Poprosiłam Louisa aby wyszedł z chłopakami. Dodała Kinga. 
-No dobrze. Zamknęłam dom i poszłam do domu moich przyjaciół.  Od progu ściągnęli ze mnie większość ubrania, które rzucili nie wiem gdzie i założyli suknie, która nawet mi się tak bardzo nie podobała, ale nie chciałam robić im przykrości i przeszłam się po salonie, a potem to już wybrałam bardziej w moim stylu. Stojąc w samej bieliźnie ujrzałam Harolda, który zrobił mi mała awanturę, ale po chwili spokojnej rozmowy wrócił do domu, a ja zostałam i przymierzałam kolejne kreacje. Po około 3 godzinach udało mi się wrócić do domu. Zostałam tam cały zespół który się świetnie bawił. Nie ukrywam to trochę nie odpowiedzialne zachowanie ze strony Harolda robiąc imprezkę w połowie tygodnia, ale no cóż jesteśmy jeszcze młodzi. Kiedy się wyszalejemy jak nie teraz. Usiadłam z nimi chwilę, ale zauważyłam że skończyły im się przekąski, więc weszłam do kuchni coś przygotować. Otwierając lodówkę poczułam się jakoś słabo. Wzięłam głęboki wdech i postałam chwilę oparta o blat kuchenny. Po około jakiejś minucie poczułam się lepiej, a więc zajęłam się jedzeniem. Przygotowany posiłek zaniosłam do salonu.
-O dziękujemy Kochanie. Powiedział Harry. 
-Chcecie coś jeszcze? Zapytałam z uśmiechem.
-Nie dziękujemy. Powiedzieli razem. 
-No to ja wam nie będę przeszkadzać. Lecę na górę. 
***********************************************************************************************
Czytając książkę usłyszałam z dołu jakieś łomot. Od razu odłożyłam książkę i zbiegłam na dół. Ujrzałam chłopaków kompletnie nachlanych. Nie mieli nawet siły samemu wstać, ale kontaktowali, a więc postanowiłam ich trochę ogarnąć. Zaczęłam od mojego ukochanego. Pomogłam mu wstać i zaprowadziłam go do naszej sypialni. Nie ukrywam nie było to łatwe, ale jakoś się udało. Rzuciłam go na łóżko i zaczęłam rozbierać do spania. 
-O Monia. Nie wiedziałem że masz na mnie ochotę. Wyszeptał. 
-Nie mam. Śpij już. Przykryłam go kołdrą i zeszłam na dół. 
-Chłopaki! Który następny? 
-To może ja. Zabełgotał Louis i o dziwo się sam podniósł, lecz z tego co widzę sam by nie doszedł. Zostawiłam chłopaków w salonie, a z Louisem udałam się do jego domu gdzie czekała na niego wściekła Kinga. 

















-Louis czemu ty żeś się tak uchlał? Spytała od progu. 
-Bo bo cię kocham Kochanie. 
-No dobra chodź. Powiedziała moja przyjaciółka. 
-Poradzisz już sobie? Zapytałam.
-No pewnie. Dzięki że go odprowadziłaś. Wróciłam do domu i odprowadziłam Nialla do domu, a Zayna i Liama położyłam w pokojach gościnnych. Nie miałam już siły ich odwozić do domu. Położyłam się kolo mojego skarba bardzo wyczerpana. Rano myślałam, że wstanę pierwsza, ale się pomyliłam Harrego już nie było w łóżku. Pomyślałam pewnie kac go męczy i weszłam pod prysznic. Po odprawieniu codziennych czynności zeszłam na dół gdzie czekało na mnie pyszne śniadanko i ukochany narzeczony. 
-Witaj Skarbie. Powiedział pierwszy. 
-Hej. Jak głowa? Boli?





















-Troszeczkę ale jak Cię widzę to przestaje. 
-To super, a czemu nakryłeś tylko na dwie osoby?
-Głuptasku, przecież mieszkamy tutaj we dwoje. 
-No tak, ale został u nas Liam i Zayn na noc. 
-A to nic nie wiedziałem już dostawiam talerze, a ty idź obudź naszych śpiochów. 
-Okey. Powiedziałam radośnie i wbiegłam po schodach na górę. Zapukałam do Zayna i go obudziłam, lecz wychodząc z pokoju znowu poczułam się strasznie słabo. Oparłam się o ścianę i zobaczyłam ciemność .........

CZYTASZ=KOMENTUJESZ